Wirtualna wioska

Wioska. Tyle się o niej mówi. Tyle się o niej marzy. Czasem się narzeka. Prawda jest taka, że każda z nas potrzebuje wsparcia. Każda, niezależnie od wieku, stanu, pełnionej roli. Ale matki potrzebują tej wioski szczególnie – i najbardziej cierpią, gdy jej brak. Dlatego tak często szukamy sobie substytutu wioski w internecie. Tyle że ta wersja wirtualna wcale nie musi być substytutem!

Wszystkie potrzebujemy wioski. Jeśli nam się wydaje, że nie potrzebujemy – możliwe, że tylko się wydaje…

Kiedyś to było…

W ogólnej narracji społecznej „kiedyś było lepiej”. Nic nowego – starożytni też narzekali na „dzisiejszą młodzież”. Jeśli chodzi o rodziny, powszechna jest wizja wielopokoleniowych rodzinnych siedzib, w których wszyscy żyli w pokoju i harmonii. I bardzo możliwe, że właśnie tak było!

Ale z wielu powodów – już nie jest. Mieszkamy osobno, często w oddaleniu od najbliższych. Życie przyspieszyło, czasem do tego stopnia, że trudno za nim nadążyć. Dzisiejsze czasy, mimo mnóstwa cudownych udogodnień, są bardzo wymagające.

Magia kobiecego kręgu

Siła płynąca ze wspólnoty kobiet jest nie do przecenienia. Więź między kobietami niesie zrozumienie, łagodność i chęć działania. Obojętnie, w jak dobrej relacji jesteśmy z ojcem naszych dzieci – wsparcie innych kobiet jest nieodzowne. Starszych, młodszych, bardziej doświadczonych macierzyńsko, bezdzietnych – to nieistotne. Najważniejsze jest poczucie przynależności. Poczucie bycia akceptowaną i wystarczająco dobrą.

Wirtualna wioska

Wirtualna wioska

Ponieważ nie żyjemy już w owych wspaniałych, wielorodzinnych wspólnotach – musimy sobie radzić inaczej. A z kolei ponieważ przez pierwszy rok życia dziecka często „siedzimy w domu” – naturalnym sprzymierzeńcem każdej kobiety stał się telefon z dostępem do internetu, komunikatory, social media i grupy.

Można się rozwodzić nad zagrożeniami wynikającymi z nadużywania nowych technologii. Wszystko to prawda. Ale internet to tylko narzędzie. Można z niego korzystać mądrze i z pożytkiem. Zamiast miałkiego parentingu znaleźć wartościowe artykuły, podpierające się EBM (evidence-based medicine, medycyna oparta na dowodach). Zamiast głupich for – sensowne grupy, w których znajdzie się i mądrą radę, i szczere wsparcie.

Beka z mamuś na forach

Bądźmy szczerzy, rozważania macierzyńskie w sieci nie cieszą się dobrą sławą. Jednak znowuż wszystko zależy od użytkowniczek. Jeśli zadbamy o dany internetowy zakątek, jeśli będziemy od siebie wzajem wymagać szacunku, kultury wypowiedzi i empatii – możemy stworzyć wartościową przestrzeń.

To nie jest łatwe. Etykieta rozmemłanych i bezmyślnych mamusiek  w necie łatwo się przykleja. Ale nie jest niemożliwe. Mamy zaszczyt i przyjemność (wespół z pewną wspaniałą, młodą przyszłą lekarką) moderować taką grupę. Wierzymy w empatyczną komunikację i rzetelny risercz. Wierzymy, że każda matka zasługuje na wsparcie – nawet jeśli tylko w formie serduszek.

Suma wszystkich komentarzy

Stworzenie dobrego i bezpiecznego miejsca wymaga jednak przyjęcia ważnego założenia. Wymaga dostrzeżenia, że po drugiej stronie ekranu też jest człowiek. Ze wszystkimi swoimi uwarunkowaniami, lękami, emocjami, potrzebami. Porozumienie, dotarcie do sedna problemu, a zwłaszcza pomoc – wymagają najpierw uszanowania całości rozmówcy.

Wymagają dostrzeżenia w nim czegoś więcej, niż sumy jego komentarzy. W ten sposób można nie tylko wspierać się macierzyńsko, można też nawiązywać wartościowe relacje. Gdy się z kimś „dobrze gada”, najlepiej dążyć do spotkania na żywo. W miarę możliwości i pamiętając, że internet to tylko sposób komunikacji. Inny, ale to nie znaczy, że gorszy.

Budujmy wioski. Najlepiej realnie, wokół siebie, takie, w których można liczyć na wymierną pomoc. Ale nie ujmujmy niczego tym wirtualnym, w których można wygadać się o każdej porze dnia i nocy, znaleźć poradę i pomoc, naładować akumulatory.

 

/marysia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *