Połóg po katolicku

Pamiętam, gdy na kursie doulowym rozmowa zeszła na temat chrztu. Na moją uwagę, że dawniej chrzczono dzieci w pierwszych dniach życia, jedna z dziewczyn oburzyła się: „Ale jak to? Kiedy matka jeszcze w połogu?”
fot. Lucyna Jaworska

 
Otóż tak —  matka nie była podczas chrztu dziecka potrzebna. To rodzice chrzestni byli tymi, którzy małego poganina nieśli do kościoła i trzymali podczas sakramentu. Matka mogła w tym czasie spokojnie odpoczywać w połogu. Dla niej był przewidziany osobny obrzęd: Benedictio mulieris post partum, potocznie zwany wywodem.
nie to kala, co przychodzi z zewnątrz

 

Błogosławieństwo kobiety po urodzeniu dziecka jest nawiązaniem do żydowskiego obrzędu oczyszczenie po porodzie. To właśnie tę okoliczność wspomina Ewangelista Łukasz w opisie ofiarowania Jezusa w świątyni (Łk 2,22-40). Również ten moment z życia Maryi Kościół wspomina w święto Ofiarowania Pańskiego. W starszej formie rytu rzymskiego nazywa się ono zresztą świętem Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny. 
 
W Kościele katolickim, inaczej niż w judaizmie, poród nie jest okolicznością kalającą, więc młoda matka nie potrzebuje oczyszczenie. Podkreślał to już w VI wieku św. Grzegorz Wielki, korygując zapędy niektórych duchownych, by wzorem wyznawców religii Mojżeszowej trzymać się terminu „oczyszczenie” w błogosławieństwie młodej matki. Pogląd ten był jednak obecny w Kościele jeszcze przez wiele stuleci, choć nic w modlitwach przypisanych na tę okoliczność nie mówi się o nieczystości. Jest za to wiele o boleści zmienionej w radość. 
chrzcić niezwłocznie

 

Zacznijmy jednak od początku: rodzi się dziecko. A właściwie nie samo się rodzi, ale rodzi je matka. I to nią teraz się zajmiemy dużo bardzo niż noworodkiem. Kiedy rodząca zmienia się w położnicę, zaczyna się czas jej powolnego dochodzenia do pełni sił. Ludowe tradycje nakazywały jej pozostanie około 40 dni w domu, zazwyczaj pod opieką innych kobiet. Gdzieś tam unosiły się przesądy o demonach, które mogą ją dopaść i skrzywdzić, gdyby taka młoda matka oddaliła się od domostwa. Gdzie indziej rozumiano, że poród to wyczerpujące zadanie i kobieta jest po nim osłabiona, a osłabienie sprzyja infekcjom. Tak czy inaczej, pierwsze sześć tygodni było czasem spokojnego wchodzenia w nową rzeczywistość.
Tymczasem dziecko musiało zostać ochrzczone. Czasem działo się to jeszcze tego samego dnia, w którym się urodziło. Nakazy kościelne były pod tym względem bezlitosne: zwlekać więcej niż osiem dni to już grzech ciężki. Troska o zbawienie dusz zawsze była w Kościele najwyższym prawem i to właśnie dlatego przynaglano (i nadal przynagla, choć już nie precyzuje terminu), by chrzcić noworodki i tym samym otwierać im Niebo. Wszystko to jednak było zorganizowane z poszanowaniem słabości matki, bo, jak już wspomniałam, to nie ona trzymała dziecko do chrztu, ale rodzice chrzestni. 
fot. Lucyna Jaworska
takie błogosławieństwo na niewiastę

 

Kiedy minęło 40 dni, matka udawała się do kościoła. Rytuał przewiduje, że mogła wziąć ze sobą dziecko, ale mogła też stawić się w u progu świątyni bez niego. Ja tak stanęłam, trzymając świeżo ochrzczonego Mikołaja. By uniknąć komplikacji organizacyjnych, mój wywód odbył się bezpośrednio po chrzcie. Nie było to rozwiązanie idealne, ale najlepsze, jakie w danej chwili udało się wypracować. Kapłan wyszedł mi naprzeciw i przywitał w drzwiach kościoła, podobnie jak biskupi na znak szacunku wychodzili naprzeciw królom i dostojnikom, mającym pełnić uroczystą funkcję w celebracjach. 
 
Pan niech będzie z tobą i niech ci wynagrodzi wszystkie trudy macierzyństwa – usłyszałam u progu świątyni. Dostałam zapaloną świecę i popłynęły kolejne słowa błogosławieństw:
Niech cię Bóg oświeci, abyś poznała swe macierzyńskie obowiązki i niech zapali serce twoje miłością, abyś je godnie mogła wypełniać.
A potem weszliśmy do kościoła: ksiądz podał mi koniec stuły i prowadził mnie przez kościół. A ja tuliłam ochrzczone dziecko, małego odkupionego, który wraz z księdzem wita mnie w kościele po trudach ciąży, porodu i połogu. Kiedy doszliśmy do ołtarza, odmówiliśmy Pod Twoją obronę, Magnificat i Modlitwę Pańską. 
A potem jeszcze więcej błogosławieństw:
Wszechmogący, wieczny Boże, któryś przez narodzenie Pana naszego Jezusa Chrystusa z Najświętszej Dziewicy Maryi boleści matek wierzących zamienił w radość, wejrzyj łaskawie na tę służebnicę swoją, która pełna radości przybywa do Twojej świątyni, aby złożyć Ci dzięki. Spraw, niech po życiu doczesnym przez zasługi i wstawiennictwo tejże Bogarodzicy, wraz z dzieckiem osiągnie radość szczęścia wiecznego. Przez Chrystusa Pana Naszego.
Amen.
W kąciku oka zawieruszyła się jakaś łza.
I był to moment, kiedy poczułam się w idealnym miejscu i czasie, dokładnie tam, gdzie miałam być, taki macierzyński moment pełni. Chwila, kiedy wszystkie puzzle do siebie pasują.
fot. Lucyna Jaworska

 

Tutaj i tutaj można prześledzić pełne teksty błogosławieństw.

5 odpowiedzi do “Połóg po katolicku”

    1. Zasadniczo rytuał wywodu nadal funkcjonuje w NFRR – nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego, tzw. starej Mszy, przedsoborowej. Jest ona odprawiana w wielu miejscach w Polsce. Ale sam ten rytuał nie będzie problemem dla „zwykłego” księdza – wszystkie teksty są po polsku. W razie chęci służymy tekstami, a także pomocą w zorganizowaniu.

      Marysia – Fundacja Makatka

  1. Dziękuję za ten opis.
    Jak wrócić do tej ceremonii w kościele?
    Naszą szkołę rodzenia kończymy zaproszeniem na mszę świętą z błogosławieństwem rodziców przed porodem.
    Wanda Ekielska – Dom Narodzin Św Rodziny w Łomiankach

    1. Każde błogosławieństwo jest wartościowe i piękne 🙂

      Do wywodu „wraca się” w środowiskach tradycjonalistycznych, celebrujących tzw. starą Mszę. Staje się to coraz powszechniejsze (wraz z chrztami w starym rycie, ale niekoniecznie – sama miałam pierwszy wywód dużo później). Niemniej każdy kapłan może odprawić ten rytuał. W razie potrzeby służymy tekstami i namiarami.

      Marysia – Fundacja Makatka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *